» „Dlaczego Justin Timberlake chce nas ukarać?” Justin Timberlake Polska
image01
image01
image01
image01

 

2

Wszyscy wokół zadają sobie pytanie dlaczego JT nie tworzy nowej muzyki. Co takiego stoi mu na przeszkodzie, by uraczyć swoich fanów nowymi utworami? To samo pytanie zadał sobie DJ Louie XIV, który swoje spekulacji postanowił przedstawić na łamach Huffington Post. Nasza koleżanka, Curious (której bardzo dziękujemy), postanowiła przetłumaczyć dla Was przemyślenia młodego muzyka:

DLACZEGO JUSTIN TIMBERLAKE CHCE NAS UKARAĆ?

Wszyscy to czuliśmy: głęboki, trzewiowy ból w naszej wspólnej duszy, taki, który rozrasta się w miarę upływu dni i bez jakiegokolwiek oznaku ulgi na horyzoncie. W ciągu tych dni emocje (zdezorientowanie, złość, smutek, bliskość przeznaczenia i całą resztę) wyładowywaliśmy w czasie wypadów do klubów z przyjaciółmi albo po prostu omijając wszelkie notowania na iTunes. To wszystko wynika z jednego pytania, które ciąży na naszych umysłach, ale boimy się je zadać, ponieważ może to być najbardziej niepokojąca zagadka naszych czasów: Czy Justin Timberlake naprawdę zakończył muzyczną karierę?
Tak, zadałem je. Dam was teraz chwilę na wchłonięcie tego faktu, wzięcie głębokiego oddechu i zażycie leków uspokajających.

Przez lata Justin był naszą Najbardziej Umiłowaną Gwiazdą Popu. Rzecz jasna za czasów ‚N Sync, gdy każda dziewczyna poniżej 15 roku życia mogłaby otwarcie kochać Justina, wielu innych (jak na przykład ja, zamknięty dziesięciolatek) musiało go kochać, aby żyć z dala od strachu przed brakiem akceptacji na placu zabaw. Ale gdy jego kariera w pełni rozkwitała, JT był wokalistą popowym dla każdego. Miał w sobie wszystko: wygląd, talent, urok osobisty, pierwiastek fajności, styl, poczucie humoru i świetne piosenki do słuchania. Szedł naprzód w tej poświacie, udowodnił sobie, że jest wiarygodnym muzykiem, wszystko to karmiąc nas popową fruktozą niezbędną do tańca, seksu, ćwiczeń na siłowni czy podśpiewywania w czasie jazdy samochodem z włączonym radiem. Dziewczyny go pragnęły, chłopcy chcieli być tacy jak on. Oczywiście ja pożądałem OBU tych rzeczy, chciałem jego i być nim co było bardzo dziwnym uczuciem, ale bycie gejem samo w sobie jest dziwne. Oh! No i ten taniec. Mój Boże, jak ja tęsknię za tym tańcem!

Ale pomimo sukcesu jego drugiego solowego albumu, „FutureSex/LoveSounds” z 2006 roku, później świat muzyczny nie usłyszał ani odrobiny nowej muzyki naszego starego, drogiego, ukochanego JT (mam wrażenie że wszyscy chcielibyśmy zapomnieć o „Carry On” i „4 Minutes”). Co gorsza w ciągu ostatnich paru lat Justin jasno dał nam do zrozumienia, iż nie tylko nie ma zamiaru uraczyć nas w najbliższym czasie kolejnym „Rock Your Body” czy „My Love”, ale do tego musimy zaakceptować naszego byłego członka boysbandu jako prawdziwego aktora. Wiesz co? Dobra, Justin. Odprawiasz całą tą szopkę ze srebrnym ekranem, a my przychodzimy na to popatrzeć (szczególnie gdy jesteś nagi). Ale dlaczego nie możesz robić jednego i drugiego? Co gorsza, z jakiego powodu zostawiłeś nas w samotności na tej pustyni pełnej męskich-gwiazd-popu typu Chris Brown (fuj) czy Justin Bieber (ugh), których muzyka ma nas ogrzać?

Postanowiłem stawić czoła moim własnym zmaganiom z decyzjami podejmowanymi w karierze Justina i spróbować doznać osobistego oczyszczenia poprzez wymienienie czterech rozsądnych przyczyn, dla których JT zdecydował się porzucić nas muzycznie. Mam nadzieję że to przedsięwzięcie okaże się pomocne dla każdego z nas w tym okresie powszechnego cierpienia:

Możliwość pierwsza: Justin Timberlake nas nienawidzi.

Wiem – ekstremalne, ale pomyślałem że zacznę od najgorszego z możliwych scenariuszy i wszyscy musimy przyznać, że właśnie tego najbardziej się obawiamy. Ale hej, hej! Nie wypłakuj oczu, 27-letnia dziewczyno rozmyślająca o swej chlubnej młodości podczas czytania tego tekstu w samotności, skulona w swoim kąciku! Szczerze mówiąc nie uważam, aby to było prawdą. Czy gdyby Justin nas nienawidził, pokazałby nam tyle ciałka w filmie „To Tylko Seks”? Czy wystawiałby na światło dzienne swój pokaźny komediowy talent w kolejnych, swoją drogą nijakich odcinkach SNL? Nie, nie robiłby tego. Nienawiść do nas nie mogłaby być powodem, dla którego Justin Timberlake zawiesił działalność muzyczną, więc dajmy sobie z tym spokój, dobra? Justin darzy każdego z nas głębokim uczuciem, co nie ma nic wspólnego z tym, dlaczego nie może do cholery zdzwonić się z Timbalandem i sprawić, aby powstała nowa płyta.

Możliwość druga: Justin Timberlake ma tego dość.
Powód numer 2 jest równie przerażający, ale niestety bardziej wiarygodny. Już tłumaczę: Justin może mieć po prostu dosyć robienia popowych kawałków. Wszyscy musimy pogodzić się z tym, że to nie ten sam JT co w 2002 roku. W miarę jak jego kariera się rozrastała, stawało się coraz bardziej jasne, że Justin bardzo chciałby być traktowany jak prawdziwy muzyk. Na koncertach zaczął zabawiać publikę grą na instrumentach zamiast wykonywaniem choreografii tanecznych. Był współautorem i producentem całego swojego materiału oraz spędził mnóstwo czasu, zajmując się muzyką innych artystów. Do cholery, jedynym poważnym przedsięwzięciem muzycznym za jakie w ostatnim czasie zabrał się Justin była ścieżka dźwiękowa do filmu, na miłość boską! Jest duża możliwość, że nawet gdyby dzisiejszy JT ożył w studiu nagraniowym i stworzył przyzwoity krążek, nie byłoby to nic poza wysokich lotów dance-popem niezgodnym z JT z zamierzchłej przeszłości. Czy na horyzoncie mógłby się pojawić folkowy album Justina Timberlake’a? W rockowych klimatach? Duet z Neilem Youngiem? Kwartet smyczkowy Timberlake’a?

Możliwość trzecia: Justin Timberlake jest teraz trochę zagubiony i nie wie, w czym się odnaleźć.
Muzyka pop jest jak szkoła średnia: w jednej sekundzie jesteś królową ula, w drugiej nikogo nie obchodzisz i wszyscy nazywają cię gejem tylko dlatego, że mama kupiła ci nowe, obcisłe jeansy w butiku w Westchester. Justin już wkrótce będzie miał 32 lata i chociaż to w żaden sposób nie czyni go STARYM, nawet ja przyznam iż trochę śmieszne by było, gdyby nagle musiał rywalizować z Trey Songz albo fanami Justina Biebera o radiowe listy przebojów. Popatrzmy na bliższego rówieśnika Justina, Ushera. Na początku XXI wieku Usher i Justin byli uznawali za kandydatów idących łeb w łeb w wyścigu o najwyższy męski status w muzyce pop (nazwijmy to „bitwą o puchar MJ’a”). W każdym razie podczas gdy Justin jako tako utrzymuje się na szczycie, 33-letni obecnie Usher kontynuuje tworzenie muzyki popowej z wysoce kiepskimi rezultatami. Rzecz jasna na przestrzeni ostatnich 5 lat Usher stworzył wiele hitów, ale zamiast wyznaczać tony muzyki pop, jak on i Justin robili lata temu, Usher nasuwa naszą uwagę na krzykliwe trendy, tocząc bitwę o pozostanie na topie, co zaskutkowało solidnym ciosem w jego wiarygodność jako artysty. Być może rozłąka Justina z popem jest w istocie kierowana przez zrozumiały strach że podzieli ten sam los, a jeśli tak, to może to i dobrze (*z trudem łapie powietrze*)? Nawet wielki Michael Jackson wydał swój ostatni naprawdę niesamowity album, „Bad” w wieku 29 lat. TO TYLKO ROZWAŻANIA.

Możliwość czwarta: Udawanie związku/cudzołożenie z Milą Kunis przez dwie ekranowe godziny jest dla Justina łatwiejsze od napisania kolejnego „Cry Me A River”.
To ważna ewentualność z jaką wszyscy musimy się zwyczajnie pogodzić. Prawda jest taka, że pisanie muzyki to TRUDNE zajęcie, a stworzenie uniwersalnego, lubianego utworu jest prawie niemożliwe. Pomyślcie o tym, jak ciężko byłoby jakiejś nowej popowej piosence Justina pobić „Like I Love You” czy „What Goes Around/Comes Around”. Szczerze mówiąc, jeśli przeciętność jego duetu z Ciarą – „Love, Sex, Magic” jest jakąś wskazówką w jakim kierunku mógłby podążyć, może to i lepiej, że trzyma się skeczów o omlecie w SNL i unika zrujnowania naszych wspomnień z jego lat świetności (oczy na ciebie, Madonna). Bądźmy szczerzy. Gdyby ktoś do was przyszedł i powiedział: „Możesz przez dwa lata trudzić się w studiu nagraniowym próbując stworzyć klasyczny album ALBO szlajać się z Milą Kunis nago na ekranie i przez dwie godziny udawać, że uprawiasz z nią seks. Oh, zapłacę ci za to 10 milionów dolarów”, co byście wybrali? Przestańcie się okłamywać. Justin może być cholernie zmęczony nagrywaniem muzyki i generalnymi wymaganiami, jakie niesie ze sobą życie gwiazdy popu, co wiąże się z kolejnymi albumami, koncertowaniem, odpowiedzialnością za samodzielne „sexowne powroty” itd. Granie tego samego „przystojnego Justinowo-Timberlake’owego faceta” w filmie przez jeden miesiąc w roku może być dla JT równoznaczne z emeryturą. To znaczy on na to z pewnością zasługuje, pracował jeszcze zanim na jego klatce piersiowej pojawiły się pierwsze włosy.

Słuchajcie, najważniejsze, że to jest jak z ostatecznym, miażdżacym rozstaniem: dokładnie w momencie, gdy zaczęliśmy całkowicie i z pełnym oddaniem kochać i ufać Justinowi, oddając mu się emocjonalnie z obietnicą wielu lat wspólnego szczęścia i spełnienia, niegrzecznie nas opuścił, nie zostawiając nawet krótkiego liściku z wyjaśnieniem tych poczynań. Ale jak przy każdym dobrym rozstaniu, czuję iż czas pomoże nam się pozbierać i zapomnieć o marzeniach z większą ilością Justina Timberlake’a jako gwiazdy popu i może nawet w miarę naszych możliwości spróbować zaakceptować tego dzieciaka Biebera (hej, „Baby” nie było aż takie tragiczne!). W takim wypadku, jeśli kiedyś Justin pojawi się znikąd ze wspaniałą muzyką, to będzie jak przyjemny make-up sex, a następnie druzgocące rozczarowanie codziennym czekaniem przy telefonie na kolejną „Senoritę”.
Jedynym problemem jest tutaj fakt, iż pop moze wykorzystać takiego faceta jak JT. Obecnie, przepełniony wielkimi kobiecymi gwiazdami, krajobraz muzyki pop jest bardzo wybrakowany po męskiej stronie. Ponadto brakuje artystów z prawdziwymi umiejętnościami, możliwościami muzycznymi i wizjami posiadanymi przez piosenkarzy pokroju Timberlake’a. Tak czy siak jest jak jest i skoro nie możemy polecieć do LA i wyciagnąć Justina z planu jakiegoś cholernego projektu z Amandą Seyfried w teorii wart jego talentu (jestem pewien że wszyscy chcielibyśmy to zrobić), weźmy głęboki oddech i delektujmy się tym, co mamy: filmem „To tylko seks” w żądaniach i „Justified” załadowanym na naszych kontach iTunes. Teraz wybaczcie, ale zamierzam sam zająć się „seksownym powrotem”.

Czytając ten artykuł od razu przypomina się akcja fanów z przed roku:

..


(C) 2012-2017 JUSTIN TIMBERLAKE POLSKA. ALL RIGHTS RESERVED            FACEBOOK     RAMI ARTWORK             KONTAKT