» Pierwsza recenzja „The 20/20 Experience” francuskich dziennikarzy Justin Timberlake Polska
image01
image01
image01
image01

 

the2020deluxe

26 lutego ekipa Justina Timberlake’a zorganizowała spotkanie, na którym nieliczni mogli posłuchać całego albumu „The 20/20 Experience”. Przed odsłuchaniem należało zostawić telefony (zakaz nagrywania), następnie JT wygłosił krótką mowę, po której można było usłyszeć pierwszy utwór z trzeciej płyty czyli „Pusher Love Girl”.

Utwór ten już był nam znany z wcześniejszych koncertów, jednak nabiera innego wymiaru podczas słuchania go w wersji, którą usłyszymy 19 marca. Na początku słychać instrumenty smyczkowe, a zwrotka jest lekka i pociągająca, refren jest wolny na początku, ale pod koniec bit już jest mocny. Oprócz tego można usłyszeć momentami beatboxującego Justina. W utworze porównuje swoją miłość do wielu znanych nam narkotyków :) „You’re my cocaine, my heroin, my MDMA, I’m just a junkie for your love.”

Piosenki na albumie są tak długie, że czasem ciężko powiedzieć kiedy dany utwór się zaczyna, a kiedy się kończy.

Następnym kawałkiem był pierwszy singiel Timberlake’a – „Suit & Tie”, który przy pierwszym słuchaniu rozczarowuje, ale tytuł jest bardziej pociągający niż wydawało się po kilku odtworzeniach, jak zwykle z klasą i elegancki.

Zaczyna robić się interesująco i niespodziewanie z trzecim utworem o nazwie “Do not Hold the Wall” – trzecim kawałkiem z „The 20/20 Experience”, z bitem przygotowanym przez Timbalanda, który przypomina singiel zrobiony dla Björk “Earth Intruders”. Dźwięki są wschodnie, jest mnóstwo efektów (można usłyszeć nawet ptaki) i brzmi to niesłychanie. Szkoda, że te dźwięki są zbyt głośnie w niektórych miejscach i czasami ciężko usłyszeć głos Justina i tekst. Timbaland z pewnością chciał spróbować czegoś nowego, ale wyszedł z tą kreatywnością trochę za daleko.

Ten utwór jest zdecydowanie przeciwieństwem „Strawberry Bubblegum” i „Spaceship Coupe”. Obydwie piosenki są bardziej retro niż pozostała część albumu. Przypominają one Barry’ego White’a. Kawałki są bardzo seksualne z wieloma metaforami, ale melodie są nudne. Utwory te są dobre aby znalazły się na tym albumie, ale nie zasługują na bycie singlem.

„FutureSex” Justina wraca w wpadającym w ucho “Tunnel Vision”, jednak kawałek brzmi zbyt przewidująco.

Justin urozmaicił „That Girl” rogami i minimalistyczną produkcją.

„Let the Groove Get In” jest bardziej ‚latino’ niż inne utwory, jest to zdecydowanie szybki, rytmiczny utwór.

„Mirrors” będzie świetne jako drugi singiel. Płyta kończy się „Blue Ocean Floor”, piękna ballada, nie zawierająca praktycznie żadnego bitu, zawiera za to inne dźwięki, takie jak odgłos fal. Tekst: Under the water you scream so loud but the silence drowns you. (Pod wodą głośno krzyczysz, jednak cisza topi cię)

Dziennikarze po przesłuchaniu całego albumu mieli mieszane uczucia. Nagrania podobały się, produkcja jest dobra, piosenki są odpowiednim połączeniem retro i nowoczesności, jednak mówią, że trzeba kilka razy słuchać piosenek, aby je naprawdę pokochać. Utwory nie mają raczej potencjału na bycie dobrymi singlami. Dodają, że Justin i Timbaland próbowali stworzyć coś zupełnie innego, niż to co jest grane w radiu, jednak nie zawsze takie zagranie jest dobrym wyjściem.
Na pewno mają zamiar dać szansę temu albumowi – jednak nie było to coś, czego oczekiwali przed jego przesłuchaniem.

W recenzji nie są poruszane 2 utwory z wersji Delxue, najprawdopodobniej nie były odsłuchiwane.

Możliwość komentowania jest wyłączona.


(C) 2012-2017 JUSTIN TIMBERLAKE POLSKA. ALL RIGHTS RESERVED            FACEBOOK     RAMI ARTWORK             KONTAKT