» Q&A: Jak kariera aktorska ukształtowała nowy album JT? Justin Timberlake Polska
image01
image01
image01
image01

 

header8

Podczas tygodnia Grammy, Justin udzielił wywiadu dwóm uczniom szkoły średniej: Cameron Capers z Atlanty oraz Allison Spice z San Diego. Są oni absolwentami Grammy Camp – programu muzycznego dla młodych ludzi. Jako że Timberlake jest wielkim zwolennikiem edukacji muzycznej wśród młodzieży, rozmawiał z Cameron i Allison przez 35 minut, tuż przed próbą na Grammy w piątek.

Mogłeś udzielić wywiadu komukolwiek – dlaczego rozmawiasz akurat z nami?

Lubię rozmawiać z ludźmi, którzy kochają muzykę. Nie udzielam już tak wielu wywiadów, jak kiedyś, ponieważ często osoba, która przeprowadza z tobą wywiad robi to tylko i wyłącznie po to, by mieć dobry artykuł – zdarzało mi się to, kiedy byłem młodszy – nagle czytasz ten wywiad i okazuje się, że jest w nim więcej informacji na temat samego redaktora niż na temat tego, o czym mówisz. (…) Sonia [publicystka – przyp. tłum.] zwróciła na to uwagę i powiedziała: „Taa, wolałabym raczej rozmawiać z kimś, kto jest ode mnie młodszy, pasjonuje się muzyką i chce ze mną właśnie o niej porozmawiać, a nie, że jestem zmuszona siedzieć i odpowiadać na pytania, które nie mają nic wspólnego z Grammy ani z czymkolwiek”. To są pytania typu: „Jaki makaron lubisz najbardziej? Co robisz w wolnym czasie?” „Robię rzeczy, o których nie chcę ci mówić, bo to moja prywatna sprawa; wiesz, co to znaczy „prywatna”, prawda?”. Zaczynałem skromnie, ale kiedy spędzisz tak dużo czasu w tym biznesie, zdajesz sobie sprawę z tego, że wokół ciebie dzieje się mnóstwo rzeczy, które tak naprawdę nie mają nic wspólnego z tobą.
To miłe porozmawiać z młodymi ludźmi, którzy naprawdę kochają muzykę i interesują się zarówno wyrażaniem jej, jak i jej artystycznym aspektem. Zobaczycie; jak jesteście starsi, zdajecie sobie sprawę, że ludzie po prostu pojawiają się w waszym życiu i znikają, zauważacie: o, ta osoba się zmieniła, a ta nie była taką, za jaką ją mieliście. Widzę to na przykładzie przyjaciół, tych bliskich, którzy byli w moim życiu i z niego zniknęli, mówią: „Och, zmieniłeś się.” Wszystko na około ciebie się zmieniło, jednak ty ciągle pozostajesz ten sam. Jeśli chcecie mi powiedzieć, że zmieniło mnie to, że nie musiałem martwić się o paparazzi, wtedy owszem – zmieniłem się, ale to dlatego, że wcześniej nie wiedziałem, jak to jest. Byłem młodym chłopakiem, próbującym wyrazić siebie. To ten szalony świat. Nie chcę opisywać go jakoś pesymistycznie, bo jestem naprawdę super szczęśliwy powracając na scenę i bawię się świetnie, gdziekolwiek jadę. Ale im jesteś starszy niektóre rzeczy wokół ciebie po prostu się zmieniają, takie jest życie.

Co sprawiło, że wróciłeś właśnie teraz?

Zrobiłbym przerwę [od muzyki] nie zważając na to, czy grałbym w filmach czy nie, ponieważ mój ostatni album był tak niepohamowany i dopracowany; nie będę tym rodzajem artysty, który wypuszcza 10 albo i 15 płyt. Po prostu taki nie jestem. [Moje płyty] Są dla mnie wyjątkowe. Tworzę muzykę cały czas, ale dopóki nie czuję potrzeby, żeby wykrzyczeć ją z dachu i wyrazić siebie w taki właśnie sposób, trzymam ją dla siebie. Kocham tworzyć muzykę tak bardzo, że nawet jeśli się nią z nikim nie dzielę, to nic nie szkodzi. Jeśli mogę puścić sobie ją w samochodzie, jestem tak samo szczęśliwy, ponieważ mogę posłuchać czegoś, co stworzyłem sam. Nie uważam, żebym musiał być w centrum zainteresowania. Jeśli mam coś, na co jestem gotowy, żeby pokazać światu, zrobię wszystko, żeby ludzie to usłyszeli. Według mnie, właśnie ten proces, droga do sukcesu jest najfajniejsza, nie chodzi tu o wynik końcowy. Chodzi o tworzenie czegoś, co jest prawdziwe. To jedyne miejsce, w którym możesz to zrobić.

Co tworzenie muzyki znaczy dla ciebie?

Studio jest jedynym miejscem, w którym możesz czuć się wolnym, przynajmniej według mnie. Zamykasz się w pokoju i tworzysz kompletnie inny świat. Mam 32 lata i nadal kocham to tak samo, jak wtedy, gdy miałem 18 – to chyba mówi samo przez się.

Możesz opowiedzieć nam pokrótce o twojej nowej płycie?

Jest na niej 10 piosenek, ale średnia długość każdej z nich to siedem, osiem minut. Chcieliśmy, żeby ludzie słuchali ich w kolejności z góry do dołu. Nie ma w nich jakiejś konkretnej historii, ale dźwiękowo powinno się właśnie tak ich słuchać.

Powiedziałbyś, że ty i Timbaland patrzycie z tej samej perspektywy?

Moja znajomość z Timem jest znajomością, jakiej nie mam z nikim innym na tym świecie. Jesteśmy jak bracia. Masz takich przyjaciół, do których nie musisz zbyt wiele mówić, a oni wiedzą i tak o co ci chodzi. Taka przyjaźń łączy mnie i Tima – wchodzimy do studio i nawet ze sobą nie rozmawiamy. On zaczyna coś majstrować, ja zaczynam grać jakieś nuty, bawić się pętlami, on wpada na jakiś pomysł, ja zaczynam nucić melodię i tak właśnie pracujemy, jakbyśmy grali w ping-ponga, podając sobie pomysły. Podobny związek łączy mnie z Pharrellem. Ale to, co mamy z Timem jest unikalne. Patrzymy z tej samej perspektywy, chcąc stworzyć coś, co przypomina nam muzykę, którą kochamy, ale jednocześnie jest czymś, czego wcześniej nie słyszeliśmy. Mówisz o tworzeniu tej płyty; zaszyliśmy się w studio i nie mówiliśmy nic nikomu. Mówiłem „Nagrajmy coś, ale bez całej tej szopki, bez narzuconych wymagań. Nagrajmy coś, co brzmi autentycznie, jak my.” Cieszę się, że udało nam się to zrobić, według mnie, ten album jest najlepszym, jaki nagrałem do tej pory.

Jaka muzyka przyciąga cię nadal, pomimo czasu?

Gdyby „Superstition” wyszłoby teraz, nadal byłby to świeży kawałek. Powiedziałbyś „Kim jest ten nowy artysta?”. To samo tyczy się Prince’a i Michaela. Gdyby pojawili się teraz, byłbyś zaskoczony, jak świeżo brzmi ich muzyka. Nad tym musisz myśleć, kiedy tworzysz muzykę. Pracuję bardzo blisko z Timem i to jest właśnie to, co robiliśmy, pracując nad tą płytą.

Jak kariera aktorska wpłynęła na twoją muzykę?

Sprawiła, że patrzę inaczej na opowiadanie historii w piosenkach. Mam zamiar wypuścić dużo muzyki na przestrzeni tego roku i niektóre z tych piosenek mają bardzo głębokie znaczenie; niektóre utwory zaczęły się od prostego pomysłu, a zmieniły się w coś naprawdę wielkiego. A piosenki, każdą piszesz inaczej za każdym razem. Nagle masz pomysł na jakiś kawałek i myślisz „Okej, chcę coś z tego ukleić”. I potem czekasz, aż poczujesz odpowiedni akompaniament albo czasami zupełnie inne podejście; gdzie akompaniament pojawia się najpierw, tam również pojawia się aranżacja i wtedy zwyczajnie myślisz „Och.”. To daje ci melodię, melodia sprawia, że zaczynasz śpiewać słowa, tak było przy „Push Your Love Girl”. Patrzę na mój ostatni album; to charakter. Nie zawszę noszę trzyczęściowy garnitur (śmieje się). Nie zawsze mam na sobie „suit and tie”. Wszystko ma swój czas i miejsce.
Próbuję tłumaczyć ludziom, kim był Robert Zimmerman. Wielu z nich nie wie, że to prawdziwe imię i nazwisko Boba Dylana – jednego z moich idoli – ale z mojej perspektywy, jako fana, wygląda to tak, że jak zaczął tworzyć muzykę, poczuł się, jak zupełnie inna osoba i tak właśnie powinno być. Powinieneś być w stanie tworzyć inny świat. Myślę, że muzyka jest dla marzycieli. Tak więc, zmienił imię. Wyobrażasz sobie tworzyć coś i mówić „Och, teraz zmienię sobie imię”. Nawet przy „Justified”, nauczyłem się całkiem sporo pracując z Timem i Pharrellem i innymi ludźmi, którzy są ode mnie lepsi.
Przy drugim albumie, zobaczyłem w myślach postać, kiedy zaczęliśmy tworzyć muzykę, więc myślę, że do przy kręceniu filmów, dodało mi to więcej pewności siebie. Kiedy tworzysz film, spędzasz mnóstwo czasu kreując swoją postać. Większość pracy jest gotowa, zanim jeszcze trafisz na plan – przecież już pracowałeś nad swoją postacią, zanim zacząłeś zdjęcia: sposób chodzenia, mówienia, co mogłoby ją zezłościć, co uszczęśliwić. Pozwalasz tym rzeczom wpływać na twoją rolę i podobnie dzieje się, kiedy jesteś na scenie. Kiedy już tam trafisz, po prostu lecisz z tym; jednak granie różnych postaci zmieniło odrobinę moje pisarstwo, gdzie czułem, że nie mogę po prostu grać postaci z jednym zdaniem. Na przykład „SexyBack” to właśnie jedno zdanie, nie widziałem tego, jako czegoś dla mnie. Widziałem to, jako coś, co ludzie puszczają w samochodach, klubach, gdzie mogliby się poczuć właśnie jak ta postać. To prosta rzecz. Nawet tak dużo tam nie śpiewam, to po prostu stan umysłu. Ważne jest, że mówisz „Ja” a nie „My”, bo chcesz, żeby twój słuchacz mógł się utożsamiać z tym indywidualnie. Taka piosenka to proste oświadczenie. Mógłbyś powiedzieć cokolwiek, to nie miało znaczenia, ponieważ osoba, która tego słuchała, powiedziała „I’m bringing sexy back” [„Przywracam seksapil”] i naprawdę to czuła. To dziwne, ale sprawia, że czujesz się, jak inna wersja samego siebie, bardziej pewna.
Ale teraz czuję, że mogę objąć cały świat dla tej jednej postaci, a nie tylko jedno zdanie. Teraz naprawdę potrafię stworzyć historię, ponieważ bycie zaangażowanym w tworzenie filmu bardzo mi pomogło: obserwowanie, jak zmienia się scenariusz, postęp akcji i masa innych rzeczy. Widzisz to i mówisz „Z muzyką też tak można”. Możesz grać jakąś postać, ale możesz też napisać świat dla tej postaci i zastanowić się, jakby ten świat mógł brzmieć. Czy jest w nim więcej strun gitarowych czy może dźwięków perkusji?

Kto najbardziej wpłynął na teraźniejszego ciebie?

Szczerze, rodzice. Dwójka wspaniałych ludzi. Mama powiedziała mi dwie rzeczy, które zapamiętam na zawsze. Jedną z nich było to, że jeśli włożysz w coś 115 procent, możesz oczekiwać dobrego wyniku końcowego. A kiedy byłem młodszy, ciągle śpiewałem, a ona mówiła „Chcę, żebyś wiedział, że myślę, że masz nadzwyczajny dar, ale to dar; dostałeś go. Powiem ci dwie rzeczy na ten temat. Pierwsza, jeśli nie będziesz go pielęgnować to co będziesz mówić o tym, jak dostałeś świat?”, zareagowałem wtedy tak: „Wow.”. A potem powiedziała mi drugą rzecz: „To, że masz ten dar, nie znaczy, że jesteś lepszy od kogokolwiek. Masz tylko ten jeden dar; nadal ubierasz spodnie, wciągając jedną nogę w nogawkę.” Oczywiście, przez następne dwa dni próbowałem wskoczyć w spodnie dwoma nogami na raz, żeby tylko wkurzyć mamę, ale rzecz w tym, że to, że masz jakiś talent, nie znaczy, że masz rezygnować z bycia sobą; ciągle musisz być dobrym człowiekiem. Uważam, że to bardzo mi pomogło, ponieważ niektórzy źle rozumieją pewne rzeczy na przestrzeni twojej kariery. Niektóre rzeczy to jawne kłamstwa, inne nie, ale koniec końców, dobrze czy źle, budzisz się rano i myślisz „Dobra, co my tu mamy? Co oferuje mi świat? I jak zrobić z tego piosenkę?” Tak sobie z tym radzę.

Jaki kryje się koncept za okładką albumu?

Mówimy o „The 20/20 Experience”, jak to było mieć idealną wizję i akurat mam na tej płycie kilka piosenek, które nawiązują właśnie do wizji, włączając w to piosenkę zatytułowaną „Tunnel Vision”. Nie jestem zbyt dobry w wymyślaniu tytułów płyt, powiedziałbym nawet, że bardzo kiepski. Czasami nawet nie wiem, jak zatytułować piosenkę, kiedy już ją nagram, więc często pozwalam komuś zrobić to za mnie. Przy „FutureSex/LoveSounds” spojrzałem na tracklistę i stwierdziłem „Dużo utworów jest o miłości i seksie”. I pamiętam, jak Tim powiedział „Nie, koleś, musisz stworzyć coś, co brzmi futurystycznie”. Tak więc, zlepiłem razem te słowa, nie było to jakoś specjalnie przemyślane. Mój najlepszy przyjaciel wpadł do studio, słuchał którejś z piosenek i powiedział „Czuję, jakbym widział, gdzie jestem, kiedy tego słucham”. Zapytałem „Co to znaczy?”, a on odpowiedział „Ta muzyka jest bardzo wizualna”. Nie wiem, czy akurat „Suit & Tie” tego dowodzi – mam nadzieję, że to bardziej będzie miało sens, jak usłyszycie resztę płyty, ale powiedział „Czuję się, jakbym był w filmie. Czuję się, jakbym widział muzykę. Widzę różne kolory, słuchając różnych piosenek”. Powiedziałem „To świetne – muzyka, którą nie tylko słyszysz, ale także widzisz; to prawdziwe doświadczenie. Może nazwę album „The 20/20 Experience”?”, a on „Brzmi fajnie”, a ja „No to świetnie, już nie muszę się o to martwić”. Pomysł na tytuł przyszedł właśnie tak po prostu.

Jakiej rady udzieliłbyś młodemu muzykowi, ponieważ sam zaczynałeś będąc bardzo młodym?

To prawda, zawsze miałem podejście do różnych spraw jak atleta, w sportach drużynowych jest wiele dobrych wartości. Gdybym mógł pożyczyć jedną z nich: praktyka czyni mistrza. Próby i treningi skutkują tym samym. To jedna z tych rzeczy, gdzie wiedzy nigdy za wiele. Kiedy pierwszy raz zacząłem grać, Kevin Spacey, który jest oczywiście genialnym aktorem, powiedział „Odrób lekcje”. A ja „Ale co masz na myśli?”, on odpowiedział „Oglądaj tyle filmów, ile się da. Patrz na to, co aktorzy robią”. Myślę o muzyce w ten sam sposób: słuchaj wszystkiego, co się da, nawet jeśli ten rodzaj muzyki ci specjalnie nie odpowiada. Słuchaj wszystkiego, ponieważ później zorientujesz się, że muzyka przypomina ci o różnych rzeczach, które następnie cię inspirują. Muzyka inspiruje, przypomina, pomaga uciec. Czasami zwyczajnie pomaga ci przejść przez korek w godzinach szczytu. Więc to właśnie bym mógł powiedzieć: wiedzy nigdy za wiele. Słuchaj, przetwarzaj, czerp. Wiedzy nigdy za wiele.

Możliwość komentowania jest wyłączona.


(C) 2012-2017 JUSTIN TIMBERLAKE POLSKA. ALL RIGHTS RESERVED            FACEBOOK     RAMI ARTWORK             KONTAKT